Ostatnie pożegnanie Władysława Liwaka
11 września zmarł Władysław Liwak jeden z przywódców strajków „Solidarności” Huty Stalowa Wola w 1988 roku. Msza święta żałobna w intencji śp. Władysława Liwaka będzie celebrowana w środę 13 września o godzinie 13.30 w kościele Trójcy Przenajświętszej w Stalowej Woli.
Władysław Liwak urodził się w 1942 roku we wsi Branew koło Janowa Lubelskiego. Jako absolwent Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego od lat 60. pracował w Hucie Stalowa Wola. W latach 70. i 80 był radcą prawnym w Hucie Stalowa Wola. Już od września 1980 roku zaangażował się w tworzenie struktur NSZZ „Solidarność” w Hucie Stalowa Wola i w naszym regionie, był radcą prawnym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Huty Stalowa Wola, MKZ NSZZ „S” Stalowa Wola, Zarządu Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „S” i NSZZ Rolników Solidarność Wiejska województwa tarnobrzeskiego.
Po wprowadzeniu stanu wojennego organizował pomoc dla internowanych i aresztowanych związkowców. Działał w Duszpasterstwie Ludzi Pracy przy kościele Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli i Duszpasterskim Ośrodku Kultury Chrześcijańskiej. W roku 1986 był autorem i sygnatariuszem petycji do Sejmu PRL w sprawie pluralizmu związkowego, podpisanej przez 940 pracowników Huty Stalowa Wola i WSK PZL Gorzyce. Od 1987 roku członek Tymczasowej Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Huty Stalowa Wola, od października tego roku był sekretarzem jawnego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” pracowników Huty Stalowa Wola. Był w 14 – osobowej delegacji pracowników Huty, która 13 października 1987 roku złożyła wniosek w Sądzie Wojewódzkim w Tarnobrzegu z siedzibą w Sandomierzu o ponowną rejestrację „Solidarności”.
Jeden z organizatorów strajku „Solidarności” w Hucie Stalowa Wola w kwietniu 1988 r., po strajku zwolniony z pracy. Uczestniczył w strajku w Hucie 13 lipca 1988 roku. W czasie wielkiego sierpniowego strajku w Hucie Stalowa Wola w 1988 roku był sekretarzem Komitetu Strajkowego. Od września 1988 roku do kwietnia 1989 roku był w Krajowej Komisji Wykonawczej NSZZ „Solidarność”, a od grudnia 1988 r. do 1990 roku w Komitecie Obywatelskim „Solidarność” przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Od lutego 1989 roku był wiceprzewodniczącym Tymczasowego Komitetu Organizacyjnego NSZZ „Solidarność’ Regionu Stalowa Wola. Uczestnik obrad Okrągłego Stołu i zespołu do spraw pluralizmu związkowego. W latach 1989 – 1991 poseł RP z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność’, a latach 1990 – 1991 wojewoda tarnobrzeski. Władysław Liwak był represjonowany za opozycyjną działalność i rozpracowywany przez SB w ramach operacji pod kryptonimami „Radca” i „Prawnik”. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. 

Pamięci o Tych co odeszli...

Ostatnie pożegnanie
Wiesława Podsiadło


Po długiej i ciężkiej chorobie zmarł Wiesław Podsiadło, związany swoim życiem ze Stalową Wolą i „Solidarnością”.

    W 1988 r. był członkiem komitetu strajkowego i jednym z organizatorów odradzającego się Związku. Uhonorowany odznaczeniem Zasłużony dla Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”.
      Pogrzeb Ś.P. Wiesława Podsiadło odbędzie się w poniedziałek 16 września 2013 r. o godz. 13.00 w kościele pw. Matki Bożej Szkaplerznej w Rozwadowie.
Ostatnia droga Andrzeja Maślacha

Licznie zgromadzeni związkowcy i ludzie związani z „Solidarnością” pożegnali Naszego Kolegę Andrzeja Maślacha. Nad jego grobem w starej części cmentarza w Stalowej Woli pochyliły się sztandary „Solidarności” z całego regionu.
Poczty sztandarowe „Solidarności”: Porcelany Ćmielów, Cementowni Ożarów, Siarkopolu Tarnobrzeg, Kopalni Siarki Machów, Elektrowni Stalowa Wola, Huty Stalowa Wola, Zakładu Kuźnia Matrycowa Stalowa Wola, Huty Stali Jakościowych Stalowa Wola i Regionu Ziemia Sandomierska utworzyły szpaler wokół kaplicy cmentarnej. Tuż obok gromadzili się licznie związkowcy z organizacji zakładowych i ludzie związani od 1980 r. z „Solidarnością” z Ćmielowa, Ożarowa, Sandomierza, Tarnobrzega, Gorzyc, Stalowej Woli, Niska i Janowa Lubelskiego, ze służby zdrowia i oświaty.

Mszę świętą w górnym kościele Trójcy Przenajświętszej celebrował ksiądz doktor Krzysztof Kida dziekan dekanatu Stalowa Wola. Duszpasterz przypomniał cechy charakteru i osobowości Andrzeja,
wskazując na przywiązanie do narodowego dziedzictwa i tradycję walki o wolność, wyniesioną z rodzinnego domu. To proste i jasne wskazanie dodawało Andrzejowi odwagi nawet w najtrudniejszych chwilach. Kapłan wskazywał także na nadzieję na wieczne życie w Bogu, jaką daje Chrystus Zmartwychwstały. Przypomniał także, że w oktawie Wielkanocy kapłan celebruje Mszę świętą żałobną w białych szatach liturgicznych. Ksiądz dziekan powiedział, że w intencji śp. Andrzeja Maślacha będą celebrowane Msze święte, zamówione przez Zarząd Regionu Ziemia Sandomierska
NSZZ „Solidarność” i Międzyzakładową Organizację Związkową NSZZ „Solidarność” Elektrowni Stalowa Wola.
W imieniu „Solidarności” Regionu Ziemia Sandomierska pożegnał sp. Andrzeja Maślacha przewodniczący Zarządu Regionu Andrzej Kaczmarek, który powiedział:
„Drogi Przyjacielu Andrzeju!
W dniu dzisiejszym cała „Solidarność” Regionu Ziemia Sandomierska składa Ci hołd. Dziękujemy Ci za wolność i solidarność, dla której poświęciłeś młode lata, ale też straciłeś zdrowie. My, Twoi przyjaciele, będziemy Cię wspominać jako wspaniałego, odważnego i bezkompromisowego, ale zarazem bardzo ciepłego i pogodnego człowieka.
Wychowany w rodzinie o tradycjach patriotycznych, wzorowałeś się na ojcu żołnierzu Armii Krajowej. Jako młody pracownik Huty Stalowa Wola aktywnie włączyłeś się w zmianę rzeczywistości,
zapoczątkowaną przez „Solidarność”. Z podniesionym czołem niosłeś sztandar „Solidarności”
Huty Stalowa Wola w dniu poświęcenia w sierpniu 1981 r.
Nie mogłeś się pogodzić z wprowadzeniem stanu wojennego i internowaniem kolegów. Podejmowałeś próby organizowania strajków na wydziale Z-2 w 1982 r., za co zostałeś aresztowany i skazany na karę 4,5 lat pozbawienia wolności i utratę praw publicznych na 4 lata. Pobyt w Areszcie Śledczym w Załężu i Zakładzie Karnym w Hrubieszowie wzmocnił Cię i utwierdził w przekonaniu, że walka nie idzie na marne, ale więzienie odcisnęło piętno na Twoim zdrowiu.
Po warunkowym zwolnieniu z więzienia nie mogłeś już wrócić na swój wydział, ale rozpocząłeś pracę w wydziale remontowym. W dalszym ciągu byłeś zagrożeniem dla władzy komunistycznej, dlatego byłeś śledzony i rozpracowywany przez służby bezpieczeństwa.
Andrzeju, mogłem uczyć się od Ciebie uporu i determinacji w dążeniu do zmian w naszej Ojczyźnie, ponieważ w miejscu pracy nasze drogi przyjaźni się zeszły. Po legalizacji „Solidarności” włączyłeś
się do działalności odradzającego się Związku. W latach 1995 – 2003 byłeś skarbnikiem Zarządu Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność” oraz reprezentowałeś nasz region jako delegat na Krajowy Zjazd Delegatów.  Byłeś symbolem jednej „Solidarności”, która powstała w 1980 r. i działa dzisiaj. Pomimo utraty zdrowia pozostałeś wierny „Solidarności” i ideałom, o które tyle lat walczyłeś. Za Twoje zaangażowanie i poświęcenie dla NSZZ „Solidarność” Zarząd Regionu uhonorował Cię odznaczeniem Zasłużony dla Regionu Ziemia Sandomierska. Za walkę o wolność i solidarność otrzymałeś na wniosek Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej Krzyż Wolności i Solidarności.  Pochylą się nad Tobą sztandary „Solidarności” z całego regionu. Nasza tak liczna obecność utwierdza nas w przekonaniu, że Twoja działalność nie poszła na marne.
Pozostaniesz w naszej pamięci jako dobry, ciepły, wesoły kolega pomimo krzywd i cierpień, jakich doświadczyłeś w swoim krótkim życiu. Zachowamy Cię głęboko w naszych sercach.
W imieniu Księdza Biskupa Edwarda Frankowskiego przekazuję całej Rodzinie i wszystkim Przyjaciołom świętej pamięci Andrzeja wyrazy głębokiego współczucia i modlitewnej pamięci.
Ksiądz Biskup, który nie może być wśród nas z powodu obowiązków duszpasterskich w diecezji, łączy się z nami w modlitwie i pamięci.”
W imieniu rodziny śp. Andrzeja córka Magda w prostych, serdecznych słowach podziękowała wszystkim tak licznie zgromadzonym na Jego ostatniej drodze.
Ostatnie pożegnanie Andrzeja Maślacha

W Wielką Sobotę 30 marca 2013 r. zmarł po długiej i ciężkiej chorobie Andrzej Maślach, związany całym swoim życiem ze Stalowa Wolą i „Solidarnością”. Za swoją odwagę i bezkompromisowość został w latach stanu wojennego skazany, uwięziony w zakładzie karnym, a później inwigilowany przez służbę bezpieczeństwa. Pogrzeb Andrzeja Maślacha odbędzie się w czwartek 4 kwietnia w Stalowej Woli.
Wychował się w rodzinie o tradycjach patriotycznych, jego ojciec był żołnierzem Armii Krajowej w Stalowej Woli, a po wkroczeniu Armii Czerwonej partyzantem w oddziale NOW kapitana Tadeusza Gajdy „Tarzana”. Z domu rodzinnego wyniósł umiłowanie Ojczyzny i konsekwentne dążenie do wolności i niepodległości. Był wieloletnim pracownikiem Huty Stalowa Wola. Już w lipcu 1980 r. uczestniczył w strajkach, a później był jednym z pierwszych organizatorów „Solidarności” na Wydziale Z-2 HSW. 15 sierpnia 1981 r. był chorążym sztandaru „Solidarności” Huty Stalowa Wola, podczas uroczystości poświęcenia w kościele Matki Bożej Królowej Polski.
W stanie wojennym był jednym z organizatorów strajków protestacyjnych w Hucie Stalowa
Wola, trzynastego dnia każdego miesiąca. W kwietniu 1982 r. został aresztowany, wraz z Mirosławem Copem i Januszem Dziewą za „organizowanie strajku w zakładzie zmilitaryzowanym”. 25 maja 1982 r. został skazany przez sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego w Warszawie na cztery lata i sześć miesięcy więzienia i pozbawienie praw publicznych na cztery lata. Był więziony w Areszcie Śledczym w Załężu i Zakładzie Karnym w Hrubieszowie. Po warunkowym zwolnieniu z więzienia był nadal inwigilowany przez SB z powodu „wrogiej działalności w środowisku KP Huty Stalowa Wola”. Był śledzony i rozpracowywany aż do maja 1989 r. w ramach Spraw Operacyjnego Rozpracowania „Grupa”, „Sieć” i „Metalowcy”.
Po 1988 r. był jednym z organizatorów odradzającego się Związku. W latach 1995 – 2003 był członkiem Prezydium Zarządu Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”. Uhonorowany odznaczeniem Zasłużony dla Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”. Na wniosek Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej otrzymał Krzyż Wolności i Solidarności. W imieniu ciężko chorego Andrzeja Maślacha Krzyż Wolności i Solidarności odebrał Andrzej Kaczmarek przewodniczący Zarządu Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”. 
        ODSZEDŁ KAPŁAN NIEZŁOMNY
      KSIĄDZ ABP IGNACY TOKARCZUK


W dniu 29 grudnia 2012 roku zmarł ks. abp Ignacy Marcin Tokarczuk - kapłan niezłomny.
Był najbardziej prześladowanym kapłanem przez komunistów. Nie szedł na żadne kompromisy. Postawił wszystko na Pana Boga i na ludzi. W czasach komunistycznych zbudował ponad 430 kościołów i kaplic bez zezwolenia władz.
Łączymy się w modlitwie i wdzięczności za duszpasterską posługę księdza biskupa Ignacego Tokarczuka - niezłomnego kapłana.

Pogrzeb odbędzie się w środę, 2 stycznia 2013 roku, o godz. 11.00, w Archikatedrze Przemyskiej.

Prosimy o udział pocztów sztandarowych „Solidarności” i delegacji związkowych z organizacji zakładowych z wieńcami w ostatnim pożegnaniu księdza biskupa Ignacego Tokarczuka - niezłomnego kapłana.

Więcej informacji można znaleźć na stronie Diecezji Przemyskiej  http://www.przemyska.pl/
Odszedł Diecezjalny Duszpasterz Ludzi Pracy

18 grudnia nad ranem, po długiej i ciężkiej chorobie zmarł w szpitalu w Stalowej Woli ksiądz Jerzy Warchoł – Diecezjalny Duszpasterz Ludzi Pracy.
Ksiądz Jerzy Warchoł to jeden z najbardziej ofiarnych i zasłużonych duszpasterzy w dziejach Stalowej Woli i naszego regionu. W trudnych latach 80 od podstaw tworzył nową parafię Opatrzności Bożej w dzielnicy Poręby w Stalowej Woli. Pomimo sprzeciwu ówczesnych władz doprowadził do utworzenia nowej wspólnoty wiernych w szybko rozrastającej się dzielnicy miasta. Dzięki ofiarności księdza Jerzego i parafian wzniesiono kościół i budynki przy świątyni, które od razu stały się miejscem wielu inicjatyw społecznych.
Ksiądz Jerzy Warchoł był jednym z duszpasterzy środowisk pracowniczych, opozycyjnych i solidarnościowych w Stalowej Woli. Wspierał pracowników Huty Stalowa Wola, strajkujących o „Solidarność” w sierpniu 1988 r. Przez wiele lat był naszym kapelanem, duszpasterzem „Solidarności” Stalowej Woli i naszego regionu, wspierając nas zawsze swoją modlitwą, swoją mądrością i doświadczeniem życiowym. Był człowiekiem bardzo bezpośrednim, zawsze otwartym na potrzeby i problemy wielu ludzi i środowisk, zawsze zatroskanym o sprawy Stalowej Woli i naszego regionu. 
Łączymy się w modlitwie i wdzięczności za duszpasterską posługę księdza Jerzego - naszego kapelana.

Odszedł lider

Waldemar Żyszkiewicz         

Andrzej Buczek, człowiek Solidarności, zasłużony dla ludzi i regionu, zmarł przedwcześnie 21 października 2012 roku.

AndrzejBuczek, urodzony w 1959 roku w Cieszanowie, należał do drugiej generacji związkowców, zaledwie o pół pokolenia młodszej od założycieli NSZZ Solidarność. W związku od 1989 roku, w kadencji 1992–95 został członkiem zarządu Regionu Ziemia Przemyska. Podczas następnej trzyletniej kadencji był już jego wiceprzewodniczącym, a od 1998 – przewodniczącym. I dobrze sobie radził, bo ten region, choć niewielki, ma swoją specyfikę, która życia liderowi struktury związkowej z pewnością nie ułatwia.
Kurczący się rynek pracy, niełatwe czasem relacje z mniejszością ukraińską, konkurencja między stolicą regionu Przemyślem, a innymi większymi ośrodkami – Jarosławiem, Przeworskiem, Lubaczowem – to wyzwania, z którymi szef związku na tym terenie musi się zmierzyć. Szacunek i dobra pamięć, jaką zostawia po sobie zmarły w wieku zaledwie 53 lat Andrzej Buczek, dowodzą, że on to zrobić potrafił.

Żegnał go las sztandarów

Miał bardzo dobre kontakty z sąsiednimi regionami związku, ze wszystkimi bez wyjątku, co przecież niekoniecznie jest regułą.
– Zgłosiłem się do pocztu sztandarowego, bo chciałem być jak najbliżej Andrzeja – mówi imiennik zmarłego Andrzej Filipczyk, wiceprzewodniczący ZR Rzeszowskiego „S”. – I fatycznie najbliżej trumny znalazły się poczty regionu macierzystego, naszego oraz Komisji Krajowej.
Ale takich, którzy jak Filipczyk chcieli okazać swoje uczucia i szacunek zmarłemu koledze, było znacznie więcej. Swoje sztandary przywieźli przecież związkowcy z całego kraju.
– Andrzej zawsze bardzo dbał, by podczas organizowanych przez niego uroczystości było wiele sztandarów i umundurowanych pocztów – wspomina Tadeusz Majchrowicz, wiceprzewodniczący KK i szef regionu Podkarpacie, bardzo ze zmarłym zaprzyjaźniony. – Koledzy policzyli, że było nie mniej niż 60 sztandarów, co oznacza, że podczas tego pogrzebu blisko dwustu związkowców uczestniczyło w honorowej asyście.
Jego zdaniem, tak uroczystej oprawy pożegnania związkowego lidera nie było pewnie od czasów pogrzebu Grzegorza Kolosy czy Jana Frączka.
– Las sztandarów ze Słupska, Koszalina, Szczecina, Zielonej Góry, Wrocławia. O sąsiadach to już nawet nie wspominam. Tak jak powiedział podczas uroczystości Piotr Duda w cieszanowskim kościele była wtedy cała polska Solidarność – mówi Majchrowicz.

Andrzej, braciszku!

– Związkowiec z krwi i kości, człowiek wrażliwy na ludzką krzywdę, oddany sprawom Solidarności i Polski – wspomina zmarłego Teresa Kroczykowska, członkini prezydium ZR Ziemia Przemyska. – Zawsze był gotów walczyć o miejsca pracy. Nie liczył godzin, nie działał jak urzędnik, sprawy pracownicze można było z nim załatwiać przez całą dobę.
Teresa Kroczykowska opowiada o staraniach podjętych dla utrzymania w Przemyślu stanowiska dyspozytora medycznego. Niby decyzja już zapadła, ale przewodniczący organizował pikiety pod urzędem marszałkowskim. I miał rację, bo pani wojewoda zmieniła decyzję. Stanowisko dyspozytora pozostało.
– Nic dziwnego, że karetki pogotowia podczas składania trumny do grobu żegnały Andrzeja głośnym sygnałem, bo przecież spór o ratowników medycznych w Przemyślu miał właśnie jego twarz – dodaje Filipczyk.
Bezkompromisowość Buczka w obronie miejsc pracy potwierdza Tadeusz Majchrowicz:
– Podziwiałem go za upór i skuteczność. Czasem nawet radziłem mu, daj spokój, przecież to nie do uratowania. Ale Andrzej nigdy się nie poddawał. Przekonany o słuszności sprawy stawał na czele protestu i szedł pod urząd, nawet taki, którym kierował jego kolega. Nasz, czy nie nasz na funkcji, najważniejsza jest sprawa.
Majchrowicz, z nieco większym doświadczeniem związkowym, i Andrzej Buczek, zostali szefami sąsiadujących ze sobą regionów w kadencji 1998–2001. Potem przez lata jednym samochodem, dla oszczędności, jeździli na posiedzenia krajówki do Gdańska. Było sporo czasu na rozmowy, więc poznali się lepiej i zaprzyjaźnili.
– Różniliśmy się nieraz w poglądach na związek, na Polskę, na sprawy rodzinne, bo ja mam synów, a Andrzej córki, ale o żadnej kłótni nigdy mowy nie było. Często mówiłem do niego, Andrzej, braciszku! – wspomina Majchrowicz.

Mógł być tylko związkowcem

Pogodny. Życzliwy ludziom. Serdeczny. Uczynny. W to, co robił, angażował się całkowicie. I wszystkim się interesował, właściwie całą pracę brał na siebie. Analizował źródła problemów i szukał skutecznych rozwiązań. Ktoś o nim powiedział, że mógł być tylko związkowcem, w żadnym razie pracodawcą. Bo byłby za dobry dla pracowników. I tak było do końca, do ostatnich chwil, gdy wycieńczone ciężką chorobą ciało, odmawiało już posłuszeństwa.
– W listopadzie 2011 roku po raz drugi został radnym sejmiku wojewódzkiego i od razu złożył interpelację w sprawie uzdrowiska Horyniec, które zamierzano sprywatyzować – przypomina Wojciech Buczak, szef regionu rzeszowskiego „S”, także radny. – Podczas ostatniej sesji Andrzej miał już kłopoty z przyciskiem do elektronicznego głosowania, ale przecież jeszcze wtedy zabrał głos, jeszcze wypowiedział się w tej sprawie dla telewizji Rzeszów. Sprawie ważnej, bo tylko komunalizacja uzdrowiska pozwalała na utrzymanie przyzwoitych miejsc pracy.

Przewodniczący rzeszowskiej „S” przypomina, że ordynariuszem charkowsko-zaporoskim jest biskup Marian Buczek, bliski kuzyn Andrzeja. Nic dziwnego, że zmarły angażował się wpomoc Kościołowi na wschodzie, że starał się też pomagać ludziom na Ukrainie, nie tylko zresztą tamtejszym Polakom.
– Dobry kolega, szczery, uczciwy człowiek. Mimo krótkiego stażu w roli radnego Andrzej zyskał sobie szacunek i uznanie, także wśród radnych z koalicji rządzącej – dodaje Wojciech Buczak.

– W jego podejściu do wszelkich działań, których się podejmował, widziałem przede wszystkim troskę o dobro wspólne oraz postawę służby publicznej, choć Andrzej Buczek takich słów nie używał – wspomina wicemarszałek sejmu Marek Kuchciński.– Gdy mówił, że trzeba iść do prezydenta, wojewody czy właściciela zakładu pracy, bo stajemy w słusznej sprawie, to można było na jego słowie polegać. Bardzo go za to ceniłem.

Kuchciński, rodem z Przemyśla, widział w ciągu ostatnich kilku miesięcy oznaki trawiącej Buczka choroby. Ale tym bardziej doceniał gotowość niesienia pomocy innym, wciąż okazywaną przez lidera przemyskiej Solidarności. – Nadal emanowała z niego ta sama siła, którą zapamiętałem przed wielu laty, gdyśmy się poznali – mówi.

– Andrzej nigdy nie udawał, życie pojmował wprost, zawsze był sobą – wspomina przyjaciela Majchrowicz. – I zbyt młodo odszedł. Będzie mi go bardzo brakowało.

 

Las związkowych sztandarów i delegacje regionów z całej Polski żegnały przewodniczącego przemyskiej Solidarności w jego rodzinnym Cieszanowie. Uroczystości pogrzebowe, w których wzięło udział kierownictwo związku, z przewodniczącym Piotrem Dudą, koledzy z krajówki i bardzo wielu związkowców, odbyły się w środę 24 października. Obecność trzech księży biskupów – ordynariusza lubaczowskiego Mariana Rojka, biskupa pomocniczego archidiecezji przemyskiej Adama Szala, ordynariusza charkowsko-zaporoskiego Mariana Buczka – oraz licznie przybyłych duszpasterzy i kapelanów Solidarności przypominała o osobistej religijności zmarłego, o jego mocnych, także rodzinnych związkach z Kościołem. Potwierdzeniem szacunku i dobrej pamięci, jaką pozostawił po sobie Andrzej Buczek, był również udział przedstawicieli władz samorządowych oraz lokalnej społeczności. Po mszy świętej, odprawionej w kościele św. Wojciecha, trumnę z ciałem przedwcześnie zmarłego związkowca przeniesiono na cmentarz i złożono w grobie.

Pożegnanie żołnierza Rzeczypospolitej

 Skarbimir Socha „Jaskółka”, jeden z ostatnich akowców z pokolenia „Kolumbów” odszedł na wieczną wartę. 21 sierpnia w Rudnikunad Sanem nad grobem pułkownika pochylił się sztandar „Solidarności” Ziemi Sandomierskiej.

– Odszedł żołnierz Rzeczypospolitej, który bronił największych wartości. Naszym zadaniem jest życie, zgodne z tymi wartościami – powiedział przedstawciel rodziny, żegnając zmarłego i dziękując wszystkim uczestnikom pogrzebu.

Uroczystości pogrzebowe zgromadziły licznie rodzinę, przyjaciół, znajomych, kombatantów, młodzież i harcerzy, mieszkańców Rudnika nad Sanem i Stalowej Woli. Wartę honorową przed trumną pułkownika Skarbimira Sochy zaciągnęły poczty sztandarowe 52 drużyny harcerskiej imienia Armii Krajowej z Leżajska, „Solidarności” Ziemi Sandomierskiej i kompania honorowa z jednostki wojskowej w Nisku z pocztem sztandarowym. Na katafalku, na tle biało czerwonej flagi, złożono tablo, a w nim kilkanaście odznaczeń bojowych i kombatanckich, w tym Krzyż Walecznych i Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski.  Obok portret pułkownika z prezydentem Lechem Kaczyńskim, podczas uroczystości wręczenia Krzyża Oficerskiego.

Mszę świętą celebrowali ksiądz proboszcz Wiesław Farion i ksiądz dziekan senior Władysław Franuszkiewicz z Rudnika oraz ksiądz prałat Jan Kozioł ze Stalowej Woli, który wygłosił homilię. Ksiądz proboszcz przedstawił drogę życia i dokonania Skarbimira Sochy pseudonim „Jaskółka” zawsze wiernego Bogu i Ojczyźnie. Wierność tym wartościom podkreślał w homilii ksiądz prałat Jan Kozioł. Pułkownik Skarbimir Socha kochał Ojczyznę i swoją rodzinną ziemię. Stanął w szeregach obrońców Ojczyzny, zagrożonej przez dwa totalizmy.

Po Mszy świętej żołnierze z kompanii honorowej ze sztandarem uformowali kolumnę marszową, poprzedzającą uczestników pogrzebu. Skarbimir Socha spoczął na rudnickim cmentarzu, w rodzinnym grobowcu, obok ojca, brata i żony, w miejscu wyjątkowo naznaczonym przez narodowe dzieje. Tuż obok stoi pomnik, poświęcony powstańcom styczniowym, ochotnikom z Rudnika nad Sanem w ówczesnej Galicji, którzy poszli do powstania. Obok stoi monumentalny krzyż z napisem Bóg, Honor, Ojczyzna, ufundowany w czasie działalności „Solidarności” w 1981 r. dzięki staraniom Skarbimira Sochy, poświęcony pamięci żołnierzy Polski Walczącej.                     

Związał z naszym regionem całe swoje życie i wiele lat starań o ocalenie dziedzictwa Polski Walczacej. Urodził się w 1919 r. Lata dzieciństwa i młodości przeżył w Rudniku nad Sanem. Wzrastał w patriotycznej, inteligenckiej rodzinie, jego ojciec Marcin był posłem PSL „Piast” w II RP, a potem burmistrzem Rudnika z ramienia Armii Krajowej i więźniem PRL. Skarbimir Socha, wraz z bratem Tadeuszem był jednym z pierwszych żołnierzy ZWZ – AK w placówce Rudnik, obwód Nisko – Stalowa Wola. Wraz z bratem – dowódcą Kierownictwa Dywersji Obwodu AK, uczestniczył w wielu akcjach zbrojnych.

Był jednym z 22 akowców, którzy 26  lipca 1944 r. po 90 minutach walki samodzielnie wyzwolili Rudnik. Wkrótce po wkroczeniu do Rudnika Sowieci aresztowali Marcina Sochę, jego synów Tadeusza – zamordowanego przez NKWD i Skarbimira, który przez pół roku był więziony na UB w Nisku.   

Jak wielu akowców ponownie przeszedł do konspiracji, był zastępcą dowódcy Oddziału Leśnego nr 3 porucznika Stanisława Pelczara „Majki” Narodowego Zjednoczenia Wojskowego z Komendy Oddziałów Leśnych Okręgu Rzeszów. Dowodził oddziałem do demobilizacji w jesieni 1945 r. Był skazany wyrokiem na 8 lat więzienia i więziony w okresie stalinowskim. Przez wiele lat represjonowny przez UB i SB, zamieszkał w Myśliborzu, a następnie w Łodzi.

Był aresztowany i przesłuchiwany w związku ze zniszczeniem posągu Lenina w Rudniku w jesieni1981 r. Wówczas ktoś zniszczył popiersie „wodza rewolucji”, umieszczone na postumencie na rudnickim rynku. Poprzednio stał na tym postumencie pomnik hrabiego Ferdynanda Hompescha. Ten austriacki arystokrata, sprzyjający Polakom w czasie zaboru austriackiego, starał się wydźwignąć rudniczan z galicyjskiej biedy. Zauważył, że podmokłe tereny nad Sanem sprzyjały uprawie wikliny, z której można wyplatać kosze. Dzięki jego staraniom powstałe pierwsze plantacje wikliny, a młodzież z Rudnika mogła się wykształcić w tym kierunku. Takie były początki „polskiego zagłębia wikliniarskiego” w Rudniku, słynnego dziś w całej Europie. Wdzięczni mieszkańcy ufundowali pomnik dla hrabiego Hompescha. Niestety, przeszkadzał on władzom i w jego miejsce wstawiono pomnik Lenina. Po zrzuceniu z cokołu i zniszczeniu tego popiersia w 1981 r. władze rozpoczeły energiczne śledztwo, „winnych” oczywiście nie znaleziono, a pomnik hrabiego Hompescha, przezornie ukryty przez mieszkańców, powrócił po 1989 r. na rynek.             

Już w 1981 r. Skarbimir Socha był inicjatorem ufundowania pierwszego  pomnika żołnierzy Polski Walczącej w Rudniku nad Sanem. Dzieki pomocy i wsparciu „Solidarności” w październiku 1981 r. zorganizowano w Rudniku patriotyczną uroczystość, z udziałem pocztów sztandarowych „Solidarności” i wielu związkowców.

W stanie wojennym Skarbimir Socha był związany z solidarnościowym Duszpasterstwem Ludzi Pracy przy kościele Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. Uczestniczył w wielu inicjatywach i spotkaniach, organizowanych przez księdza Edwarda Frankowskiego. Od 1988 r. podejmował wiele starań i działań dla upamiętnienia żołnierzy Polski Walczacej z naszego regionu. Z jego inicjatywy i fundacji powstał panteon i Grób Nieznanego Żołnierza – mauzoleum żołnierzy Polski Walczącej przy kościele w Rudniku nad Sanem. Wcześniej, z udziałem i pomocą  „Solidarności” Ziemi Sandomierskiej, zorganizował w Rudniku uroczystość odsłonięcia i poświęcenia tablicy dla brata Tadeusza, zamordowanego przez NKWD, spoczywającego do dziś w nieznanym miejscu.

W kolejnych latach, dzięki pomocy i wsparciu redakcyjnemu i organizacyjnemu Zarządu Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność” podejmował kolejne inicjatywy, m.in. ufundowanie tablicy dla żołnierzy NOW – NZW na frontonie Bazyliki Matki Bożej Królowej Polski. Opublikował także kilka książek, w tym „Czerwona śmierć”, a później rozszerzone wydanie „Czerwona śmierć czyli narodziny PRL”. Szczególnie zależało mu na przekazywaniu dobrej, niezafałszowanej wiedzy o ojczystych dziejach dla młodego pokolenia. Dlatego chętnie i czesto spotykał się z mlodzieżą i inspirował społeczników i wychowawców do działań dla ocalania i pomnażania naszego narodowego dziedzictwa.   

Otrzymane za walkę o niepodległość odznaczenia m.in. Krzyż Walecznych i Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, który otrzymał od Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, przekazał jako wotum dla kościoła świętego Floriana w Stalowej Woli.

Za walkę o niepodległość został awansowany do stopnia podpułkownika w stanie spoczynku. Był z wykształcenia i wielu lat praktyki inżynierem budownictwa lądowego. Swoje umiejętności zawodowe, czas i środki finansowe poświęcił, aby pozostawić znaki pamięci o walce i poświeceniu pokolenia Polski Walczącej nad dolnym Sanem. Zmarł w Częstochowie w wieku 93 lat. Zgodnie ze swoją ostatnią wolą spoczął w Rudniku nad Sanem, w miejscu, w którym się wychował, które ukochał, o które walczył z bronią w ręku, dla którego poświęcił swoje pracowite lata.                

Ostatnia droga Władysława Fołty

 

W czwartek 11 lipca pożegnaliśmy śp. Władysława Fołtę. Mszę św. w kaplicy pogrzebowej kościoła Trójcy Świętej w Stalowej Woli  celebrował ksiądz biskup Edward Frankowski. 

Przed trumną zmarłego stanęły poczty sztandarowe „Solidarności”: Federal Mogul Gorzyce, Zakładu Kuźnia Matrycowa Stalowa Wola i Regionu Ziemia Sandomierska. Uroczystości pogrzebowe zgromadziły najbliższą rodzinę, krewnych, przyjaciół, znajomych, kolegów ze szkoły, związkowców z organizacji zakładowych NSZZ „Solidarność” i działaczy Związku ze Stanisławem Krupką – pierwszym przewodniczącym Zarządu Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „S” w 1981 r. Byli też pracownicy Starostwa Powiatowego i Urzędu Miasta w Stalowej Woli, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Stalowej Woli oraz członkowie Ligi Polskich Rodzin.           

        –Chrystus był dla niego drogą, Chrystus był dla niego prawdą, Chrystus był dla niego życiem – powiedział w homilii ksiądz biskup Edward Frankowski.  Dziękując Panu Bogu za życie i dokonania Władysława Fołty ksiądz biskup dziękował także wszystkim uczestnikom uroczystości, zgromadzonym w kaplicy. – Jesteście nadzieją Stalowej Woli –powiedział ksiądz biskup – nadzieją na przyszłość. Dziękował wszystkim, którzy wytrwale niosą w życie wartości Solidarności, służą Bogu i Ojczyźnie. Tym, którzy nie tylko pamiętają o kolebce Solidarności w Stalowej Woli, ale nadal wspierają to dzieło solidarnych.

        Ksiądz biskup z wdzięcznością przypomniał i przedstawił życie i bezinteresowną pracę śp. Władysława w służbie ludziom, Solidarności, Bogu i Ojczyźnie. Przypominał jego odwagę i konsekwencję w trudnych latach stanu wojennego. Wspominał zarówno jego starania i wielką pomoc w wykonaniu tablicy ku czci księdza Jerzego Popiełuszki w 1985 r., cichą i ofiarną pracę w konspiracyjnej „Solidarności” i Duszpasterstwie Ludzi Pracy przy parafii Matki Bożej Królowej Polski, pomoc przy organizacji Pieszych Pielgrzymek ze Stalowej Woli na Jasną Górę. Przypomniał także, że jako proboszcz zawsze mógł liczyć na jego pomoc w licznych pracach, inwestycjach parafialnych oraz inicjatywach duszpasterskich. – Był przecież szanowanym inżynierem, a nie wstydził się przejść przez kościół, zbierając ofiary na tacę.

        Zawsze bardzo ceniłem sobie rozmowy ze śp. Władysławem, ceniłem jego życiową mądrość,  jego słowa pełne troski o Ojczyznę – powiedział ksiądz biskup. – Nigdy nie zabiegał o uznanie i zaszczyty.  Pozostawał na uboczu, nie tak jak inni, którzy chcieli rozdrapać Polskę. Nie założył własnej rodziny, dla niego rodziną było całe środowisko, dla niego, dla Kościoła i Polski starał się pracować ze wszystkich sił. Żył dla innych i starał się pamiętać o innych, służyć dobru w cichej wytrwałej pracy.                 

         Władysław Fołta został pochowany w rodzinnym grobowcu, w starej części cmentarza miejskiego w Stalowej Woli. Miejsce w którym spoczął jest symboliczne. Nieopodal znajduje się mauzoleum z prochami żołnierzy, partyzantów i mieszkańców Stalowej Woli, poległych i zamordowanych w latach okupacji niemieckiej. Tuż obok, na rodzinnym grobowcu wyryte jest nazwisko oficera, który zginął w Starobielsku, zamordowany przez NKWD.   

W imieniu społeczności Stalowej Woli zmarłego pożegnał Zbigniew Paszkiewicz – działacz „Solidarności”, uczestnik strajku „Solidarności” Huty Stalowa Wola w sierpniu 1988 r., radny miasta Stalowa Wola. Przypomniał drogę życia śp. Władysława, który pochodził z wielodzietnej rodziny. Urodził się w lipcu 1935 r. Jego dzieciństwo i młodość to trudny czas okupacji niemieckiej, a później stalinizmu. Był ambitnym chłopcem, ukończył liceum ogólnokształcące w Stalowej Woli, a poźniej, już pracując w Hucie Stalowa Wola ukończył studia inżynierskie na Politechnice Rzeszowskiej.

Władysław Fołta od razu włączył się w ruch „Solidarności” w sierpniu 1980 r. Wierzył, że „Solidarność” jest szansą na odrodzenie i rozwój jednostek, całego narodu, że jest także szansą na rozwój gospodarczy Polski. Niestety, stan wojenny, wprowadzony przez juntę Jaruzelskiego niszczył te nadzieje. Władysław włączył się od razu w działalność konspiracyjnej „Solidarności”. Zawsze podejmował powierzone mu zadania, a koledzy zawsze mogli mieć do niego zaufanie.

Zbigniew Paszkiewicz przypomniał, że dzięki staraniom i wysiłkom Władysława Fołty, a także wielu innych osób,  w 1985 r. została ufundowana i wykonana w Stalowej Woli tablica księdza Jerzego Popiełuszki, umieszczona u podstawy monumentalnego krzyża przy wejściu do kościoła Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. Była to jedna z pierwszych w Polsce tablic ku czci księdza Jerzego. Krzyż z tablicą księdza Jerzego stał się od razu miejscem modlitwy i spotkań ludzi „Solidarności”.

Władek – jak wszyscy go nazywali – był bardzo serdecznym, bezpośrednim człowiekiem. Pełnił przez lata bezinteresowną posługę dla pielgrzymów z Pieszej Pielgrzymki Stalowa Wola – Jasna Góra. Pracował w tak zwanej „bazie”, będąc odpowiedzialnym za zapewnienie noclegów, wyżywienia i napojów dla pielgrzymów. Była to żmudna, często prawie niewidoczna praca, podejmowana nieraz kosztem snu i odpoczynku, w czasie 9 dni pielgrzymki. 

Był konsekwentny i odważny w swoim działaniu. W październiku 1986 r. zebrał wśród pracowników WSK Gorzyce 340 podpisów pod petycją do Sejmu, domagającą się przyznania prawa do legalnej działalności NSZZ „Solidarność”. Sygnatariuszy petycji  spotkały represje, najdotkliwiej odczuli to pracownicy WSK Gorzyce, a wśród nich on. W stanie wojennym działał w podziemnej "Solidarności" na terenie Stalowej Woli i WSK Gorzyce. Za swą działalność był aresztowany i przesłuchiwany w Komendzie Milicji w Stalowej Woli. Służba Bezpieczeństwa przeprowadzała rewizje w jego mieszkaniu, konfiskując nielegalne wydawnictwa i kasety z nagraniami. Był szykanowany w pracy za działalność opozycyjną, pomijany przy podwyżkach płac, co powodowało zaniżanie jego poborów. Była to forma represji, stosowana często wobec osób sprzeciwiających się władzom.

Zbigniew Paszkiewicz przypomniał żywą, prostą wiarę zmarłego. W czasie pielgrzymki do Matki Bożej w Ostrej Bramie, podczas postojów Władysław zawsze wstępował do kościółow na modlitwę. Pomagał w pracach nad ufundowaniem i wykonaniem pomnika Ojca Świętego Jana Pawła II przy Bazylice Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. Podczas uroczystości odslonięcia i poświęcenia pomnika stanął skromnie z boku. Poświęcał swój czas, siły i umiejętności inżynierskie podczas prowadzonego, rozległego remontu kościoła Matki Bożej Królowej Polski.    

Chistus vincit –Chrystus zwycięża, Chrystus daje życie, daje życie wieczne – powiedział nad grobem Władysława Fołty ksiądz biskup. Wierzymy, że obdarzy życiem wiecznym zmarłego Władysława, że także nas darzy życiem i łaskami. Ksiądz biskup podziękował wszyskim za obecność w ostatnim pożegnaniu śp. Władysława Fołty.

Władysław Fołta był jednym z pierwszych, którzy podjęli trudne zadanie odtwarzania struktur Związku po wielkim strajku „Solidarności” Huty Stalowa Wola w sierpniu 1988 r. Władze ostro zwalczały ludzi „Solidarności”, trwała lawina wezwań na przesłuchania i na ćwiczenia wojskowe, zawiadomień o grzywnach i kolegiach. Służba Bezpieczeństwa działała nadal sprawnie i wydajnie, śledząc i szykanując ludzi „Solidarności”. Aż do 17 kwietnia 1989 r. władze odmawiały legalizacji NSZZ „Solidarność”.

Trzeba było dużej odwagi i determinacji, aby pomimo przeszkód i zagrożeń podjąć wysiłki dla odtwarzania Związku. Władysław Fołta został oddelegowany do pracy w TKO Region Stalowa Wola przez Komisję Zakładową NSZZ „Solidarność” Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego Gorzyce – jedną z pierwszych w naszym regionie, które przystapiły do jawnej dzialaności po strajku Huty w sierpniu 1988 r. Wcześniej, przed powołaniem TKO – struktury regionalnej Związku, ludzie „Solidarności” spotykali się w domu katechetycznym przy kościele Matki Bożej Królowej Polski, gdzie proboszczem był kapelan „Solidarności” ksiądz Edward Frankowski.

Władysław  Fołta w początkowym okresie działalności Tymczasowego Komitetu Organizacyjnego Regionu Stalowa Wola NSZZ „Solidarność” w zimie 1989 r. prowadził Biuro Interwencji. Później zastąpił go w tej niełatwej iodpowiedzialnej pracy Adam Oczak. Był także aktywny w pracach Komitetu Obywatelskiego „Solidarności” w Stalowej Woli. 

Henryk Kiciński– przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” Federal Mogul Gorzyce wspomina, że Władysław Fołta był autorem projektu sztandaru zakładowej „Solidarności”. Na sztandarze umieszczony został wizerunek Patrona „Solidarności” księdza Jerzego Popiełuszki. Sztandar „Solidarności” WSK Gorzyce był pierwszym w naszym regionie, wykonanym po ponownej legalizacji „Solidarności”. Uchwałę o wykonaniu sztandaru podjęto w kwietniu 1990 r., a sztandar został poświęcony w czasie uroczystości w X rocznicę powstania „Solidarności” w Gorzycach 7 października 1990 r. Władysław Fołta – autor projektu był wraz z Henrykiem Kicińskim i posłem Jackiem Bujakiem w poczcie sztandarowym, podczas uroczystości poświęcenia sztandaru. Władysław Fołta jest bardzo serdecznie i ciepło wspominany przez środowisko solidarnościowe w Gorzycach. W uroczystościach  pogrzebowych uczestniczyli ci, którzy dobrze znali Władzia i dobrze go wspominają –powiedział Henryk Kiciński.     

   – Był zawsze gotowym do pomocy, cichym i skromnym działaczem „Solidarności” w konspiracji. Zawsze można było na niego liczyć –  wspomina Ignacy Dziura –działacz „Solidarności” z Ośrodka Badawczo – Rozwojowego Maszyn Ziemnych i Transportu Huty Stalowa Wola. Pamięta, że Władysław Fołta był kolporterem podziemnej prasy, biuletynów i książek, zakazanych przez władze.

Jerzy Dulnik z Komisji Zakładowej „Solidarności” Huty Stalowa Wola wspomina wspólne wyjazdy z Władysławem Fołtą do Krakowa i Rzeszowa, wiele rozmów i starań, aby wykonać tablicę poświęconą żołnierzom Armii Krajowej, umieszczoną na frontonie kościoła Matki Bożej Królowej Polski w Stalowej Woli. Gdyby nie wiele starań i wysiłków Władka, jego konsekwencji aby znaleźć wykonawców i wykonać odlewy tablicy, to pewnie by ona nie powstała. Podczas uroczystości poświęcenia tablicy przez księdza biskupa Edwarda Frankowskiego w 1990 r. Władziu stał skromnie z boku, ciesząc się z dobrze wykonanego zadania.    

Redaktor Piotr Niemiec pamięta spotkania w mieszkaniu Władysława Fołty w drugiej połowie lat 80. Jedna ze ścian w mieszkaniu była cała pokryta  solidarnościowymi kalendarzami, plaktami i wydawnictwami.  W warunkach cenzury i tępienia niezależnej myśli i wolności słowa było to świadectwo dużej odwagi.

Wszyscy, którzy znali Władysława Fołtę podkreślają, że był gotowy do pomocy  i pracy w ważnych sprawach dla naszego regionu. Aktywnie działał w wielu społecznych stowarzyszeniach, w tym w stowarzyszeniu uwłaszczeniowym w Stalowej Woli, dla uwłaszczenia m.in. mieszkaniami i działkami pracowniczymi. Bliskie były mu idee narodowe i katolickie, dlatego działał w Lidze Polskich Rodzin. Z ramienia tego ugrupowania był radnym powiatu stalowowolskiego w latach 2002 –2006, starał się wspierać wiele dobrych inicjatyw samorządowych i społecznych. Jeszcze w czerwcu ubiegłego roku, pomimo nasilającej się choroby, niósł feretron, parafialną choragiew podczas procesji Bożego Ciała. Mimo ciężkiej choroby był nawet obecny na ostatnim Walnym Zgromadzeniu Spółdzielni Mieszkaniowej w Stalowej Woli w dniu 16 czerwca 2012 r. Przez ponad rok zmagał się z ciężką chorobą nowotworową.              

Wszystkim, którzy znali Władysława Fołtę będzie brakować jego cichej, skromnej, nie narzucającej się obecności. Będą pamiętać jego postać – szczupłą, drobną, jakby chłopiecą sylwetkę, ciągle zajętą cichym czynieniem dobra.  Pozostanie po nim pamięć dobrego, uczynnego, uczciwego człowieka, który zdziałał w swoim życiu tak wiele dobrego dla „Solidarności”, dla społeczeństwa Stalowej Woli i naszego regionu. Nigdy nie zabiegał o zaszczyty i uznanie. Po prostu uważał, że trzeba robić dobrze to, co akurat jest najbardziej potrzebne w jakiejś konkretnej chwili, w jakimś bardzo konkretnym czasie. Nigdy nie starał się szukać wymówek, po prostu brał na swoje szczupłe barki te kolejne zadania, które mógł wykonać.

Władysław Fołta odszedł jako jeden z długiego szeregu naszych dzielnych rodaków, pracowitych, uczciwych, ofiarnych, skromnych i cichych. Żyjących nie tylko dla siebie, ale starających się dawać z siebie dobro dla innych. Pomimo swojej skromności i życia jakby z dala od zgiełku pierwszych stron w gazetach, najnowszych wiadomości w internecie, radiu i telewizji nie był szarą postacią. Jego życie miało tak wiele ciepłych barw i kolorów, tylko potrzebują one odkrycia i ukazania w pełnym świetle. Żył prawdziwym życiem, był autentyczny w każdej chwili, właśnie dlatego, że nie zabiegał o obecność i uznanie w sztucznym blasku wirtualnej, nierealnej rzeczywistości mediów.   Dlatego właśnie warto zebrać i ocalić od zapomnienia wspomnienia o nim, stąd próba napisania choćby skromnego epitafium o życiu wytrwałego i cichego człowieka.      

Zarząd Regionu uhonorował Władysława Fołtę odznaczeniem Zasłużony dla Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”. Uchwałę w tej sprawie przyjęto 25 maja 2009 r. Władysław Fołta otrzymał honorowe odznaczenie, wraz z gronem osób odznaczonych w dniu 25 września 2009 r., podczas Walnego Zebrania Delegatów Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”.

Ostatnia droga Wiesława Turasza

 

17 lipca pożegnaliśmy Wiesława Turasza – jednego z twórców Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” Pracowników HSW i przywódców strajków „Solidarności” Huty Stalowa Wola w 1988 r. Był człowiekiem stalowej woli – wytrwałym i konsekwentnym w dążeniu do przywrócenia „Solidarności” po wprowadzeniu stanu wojennego i odzyskania niepodległości Polski.

Modlitwa i serdeczna pamięć otoczyła postać zmarłego. Msza święta w kościele Trójcy Świętej w Stalowej Woli zgromadziła bardzo liczne grono osób: rodzinę, sąsiadów, znajomych, przyjaciół, wielu działaczy i związkowców z NSZZ „Solidarność”. Przed trumną pochyliły się sztandary „Solidarności”: Huty Stalowa Wola, Huty Stali Jakościowych Stalowa Wola, Zakładu Kuźnia Matrycowa Stalowa Wola i Regionu Ziemia Sandomierska. Wartę honorową przed trumną zaciągnęli przyjaciele zmarłego, związkowcy z „Solidarności” Huty Stalowa Wola. Każdy z nich trzymał w dłoniach portret śp. Wiesława Turasza – zdjęcie wykonane podczas pamiętnego strajku „Solidarności” Huty Stalowa Wola w sierpniu 1988 r. Obok katafalku ustawiono wiele wieńców, a wśród nich od kolegów i koleżanek związkowców z Wydziału Z-2, macierzystego zakładu w Hucie, gdzie pracował idziałał w latach 80.

Życie Wiesława naznaczone było trudem i cierpieniem. Służył wiernie najwyższym wartościom, Solidarności, Bogu i Ojczyźnie Pozostawił po sobie wdzięczną pamięć, pamięć człowieka dzielnego, pamięć o wielu dziełach i dokonaniach  powiedział kapłan, celebrujący eucharystię.

W imieniu „Solidarności” i społeczności Stalowej Woli zmarłego  pożegnali: Ewa Kuberna – legendarna postać podziemnej „Solidarności” Stalowej Woli, w sierpniu 1988 r. odpowiedzialna za sztab wspomagający strajk „Solidarności” Huty Stalowa Wola i Zbigniew Paszkiewicz – działacz „Solidarności”, uczestnik strajków „Solidarności” w 1988 r.  

– Byłeś rycerzem „Solidarności”, walczącym o niepodległość – powiedziała Ewa Kuberna. Za nieustępliwość i wytrwałość w walce o Polskę i „Solidarność” Wiesław był karany zwolnieniami z pracy, aresztowaniami, rewizjami, grzywnami i kolegiami. Wiesław nie pozostawił po sobie pałacu, wilii czy basenu. Pozostawił po sobie pamięć odważnego, skromnego człowieka. Nie potrzebował dorabiać sobie życiorysu, tak jak czynią to inni, jego życie było jasne i czytelne. Żegnając Wiesława Turasza, w imieniu działaczy podziemnej „Solidarności” Stalowej Woli Ewa Kubera powiedziała, że postać i dokonania świętej pamięci Wiesława nie zostaną zapomniane, pozostaną we wdzięcznej pamięci. Zwracając się do żony zmarłego zapewniła o pamięci i opiece.

Zbigniew Paszkiewicz przypomniał, że Wiesław Turasz pochodził z patriotycznej rodziny. Cała jego rodzina włączyła się w działalność podziemnej „Solidarności” i w strajki w 1988 r. Uczestniczył w nich ojciec Wiesława Turasza. Za wytrwałą  i ofiarną działalność wysoką cenę zapłaciła jego rodzina, on również przypłacił zdrowiem wiele szykan i represji.

Zmarłego pożegnał także Józef Podsiadło ze Stalowej Woli, który zorganizował wartę honorową przy trumnie zmarłego. Wspominał ze wzruszeniem postać Wiesława Turasza podczas wielkiego strajku w sierpniu 1988 r. Józef Podsiadło przekazał rodzinie pamiątkowy portret, fotografię Wiesława Turasza, która wykonał w czasie sierpniowego strajku.

        Wiesław Turasz został pochowany w nowej części cmentarza komunalnego w Stalowej Woli. W pamięci ludzi „Solidarności” pozostanie jego cicha, wytrwała działalność w kolportażu podziemnych biuletynów, prasy i wydawnictw. Po strajku sierpniowym uczestniczył w pracach Komitetu Obywatelskiego „Solidarności” w Stalowej Woli. Przez wszystkich, którzy go znali wspominany jest jako człowiek bardzo skromny, nie wspominający o swoich dokonaniach i działalności. W wytrwałej pracy dla „Solidarności” był człowiekiem twardym i nieustępliwym, odważnym, a zarazem bardzo bezpośrednim, życzliwym i otwartym. Zmarł w wieku 57 lat, zmagając się z chorobą nowotworową.   

        Wiesław Turasz był w grupie osób, których determinacja i zdecydowanie doprowadziły do przetrwania i odrodzenia „Solidarności”, po wprowadzeniu stanu wojennego. Wraz z grupą 11 osób podpisał 20 stycznia 1987 r. deklarację przystąpienia do Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” Pracowników Huty Stalowa Wola. W tym dniu w Duszpasterskim Ośrodku Kultury Chrześcijańskiej przy kościele Matki Bożej Królowej Polski odbywało się spotkanie Janusza Onyszkiewicza rzecznika prasowego nielegalnej „Solidarności” z członkami i sympatykami KZ NSZZ „S” HSW. Pracownicy Huty, którzy działali w Komitecie Założycielskim „Solidarności” od razu spotkali się z ostrymi represjami i szykanami.  

Od lipca 1987 r. w uzgodnieniu i z zachęty tajnej struktury „Solidarności”, wraz z grupą 10 osób reprezentował „Solidarność” w Radzie Pracowniczej Huty Stalowa Wola. Z inicjatywy ludzi „Solidarności” Rada Pracownicza HSW przyjęła uchwałę: Rada Pracownicza HSW pozytywnie ocenia inicjatywę Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” Pracowników HSW, stojąc na stanowisku, że uwieńczenie dążeń części pracowników Huty do własnego związku zawodowego, ogólnie przyczyni się do lepszych efektów produkcyjno – gospodarczych”.

Już wkrótce zaczęła się fala represji. 3 lutego 1988 r. zatrzymany przez Służbę Bezpieczeństwa w łapance na ulicy, i wraz z innymi członkami Komitetu Założycielskiego był przesłuchiwany w Komendzie MO. 4 marca 1988 r. wraz z innymi członkami KZ otrzymał wezwanie z kolegium do spraw wykroczeń, za „udział w nielegalnym zebraniu dnia 3.02.1988 r.”. 21 marca podczas przerwy śniadaniowej na wydziale Z-2 Wiesław Wojtas i Wiesław Turasz zwołali zebranie informacyjne, na którym przedstawili załodze represje stosowane wobec członków KZ. 26 marca Wiesław Turasz i Wiesław Wojtas otrzymali kary nagany za „zakłócanie spokoju i porządku pracy w wydziale M-21, ponieważ bez porozumienia z kierownictwem zorganizowali 12.03. zebranie załogi. Obaj ukarani odwołali się do dyrektora Huty, informując, że wypełniali swoje zobowiązania przedstawicieli załogi w Radzie Pracowniczej.

25 kwietnia 1988 r. Wiesław Turasz i Wiesław Wojtas otrzymali dyscyplinarne zwolnienie z pracy za: niewykonanie polecenia kierownika wydziału „wynikającego z pilnych potrzeb produkcyjnych zakładu” tj. pracy na II zmianie w dniu 21.04.

Zakłócenie porządku i spokoju w miejscu pracy w dniu 21.04.

Utratę zaufania niezbędnego do wykonywania pracy w przedsiębiorstwie objętym Statusem Przedsiębiorstwa Obronnego, jakim jest Huta Stalowa Wola.”

27 i 28 kwietnia akcją ulotkową KZ ogłosiła strajk w Hucie. Przedstawiono żądania: zaprzestanie i wycofanie represji wobec członków KZ, przywrócenie do pracy zwolnionych dyscyplinarnie Wiesława Turasza i Wiesława Wojtasa oraz 20 tys. zł podwyżki dla każdego pracownika.

29 kwietnia od  6.45 rozpoczął się strajk w Hucie – o 6.45. Wiesław Turasz i Wiesław Wojtas rozpoczęli wiec pracowników przed budynkiem Zakładu Mechanicznego, Komitet Założycielski przekształcił się w Komitet Strajkowy. 30 kwietnia o 14.00 grupa najwytrwalszych strajkujących –  70 osób, wśród nich Wiesław Turasz wyszła z Huty w stronę kościoła MBKP.

4 maja Wiesław Turasz  i Wiesław  Wojtas wnieśli pozwy o przywrócenie do pracy na warunkach sprzed zwolnienia dyscyplinarnego. W maju pracownicy Huty z wielu wydziałów domagali się w petycjach przywrócenia do pracy Wiesława Turasza, Wiesława Wojtasa i pięciu zwolnionych z pracy po strajku kwietniowym.

7 lipca podczas wiecu 3 tysięcy pracowników przed dyrekcją Huty zapowiedziano strajk w dniu wizyty Michaiła. Gorbaczowa w Polsce. Wiesław Turasz i inni działacze Komitetu Założycielskiego zostali zatrzymani wieczorem przez SB.

6 i 7 lipca Wiesław Turasz, razem z Edwardem Mizikowskim i Krzysztofem Wolfem z „Solidarności” z Warszawy przeprowadzał akcje ulotkowe, malował hasła na blokach, a przed bramą Huty wywiesili transparent „Solidarności i Pracy Hutnicy HSW”.

8 lipca odbyła się rozprawa w sprawie Wiesława Turasza przed Sądem Rejonowym w Stalowej Woli. Obrońcą Wiesława Turasza był mecenas Piotr Łukasz Andrzejewski z Warszawy. Pozew Wiesława Turasza został w całości oddalony.

Wiesław Turasz, wraz z Wiesławem Wojtasem i z innymi osobami z KZ wydostał się z pilnowanego i otoczonego przez SB domu katechetycznego. Na wydziale Z-2 spotkał się z pracownikami, jednak załoga nie podjęła strajku. Wraz z innymi osobami z KZ został ujęty przez SB i straż przemysłową i wywieziony poza HSW. Lipcowy strajk podjęła załoga OBRMZiT. Wiesław Turasz, wyrzucony z Huty, przedostał się do strajkującej załogi. Strajk zakończył się m.in. po deklaracji dyrekcji o przyjęciu Wiesława Turasza i Wiesława Wojtasa na 2 miesiące do Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego HSW, potem mieli powrócić do pracy w Hucie.

21 sierpnia 1988 r. Wiesław Turasz był w grupie osób, która w domu katechetycznym  przy kościele Matki Bożej Królowej Polski podjęła decyzję o strajku solidarnościowym Huty Stalowa Wola od 22 sierpnia. Był jednym z przywódców wielkiego 11 dniowego strajku „Solidarności” Huty Stalowa Wola.  

Był w  15 – osobowym Komitecie Strajkowym, którego skład ujawniono 27 sierpnia.

1 września – po11 dniach strajku o  godzinie 19 strajkujący wyszli z Huty i w wielkiej manifestacji, wraz z mieszkańcami miasta przeszli do kościoła Matki Bożej Królowej Polski. Po strajku, pomimo represji i szykan, między innymi wezwań na ćwiczenia wojskowe, Wiesław Turasz podjął zdecydowane działania dla odtwarzania struktur „Solidarności” w Hucie, w Stalowej Woli i naszym regionie.   

W XX rocznicę strajków „Solidarności” Huty Stalowa Wola Wiesław Turasz został  odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski i honorowym odznaczeniem Zasłużony dla Regionu Ziemia Sandomierska NSZZ „Solidarność”. W czasie rocznicowych uroczystości 31 sierpnia 1988 r. w auli imienia „Solidarności” Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Stalowej Woli został odznaczony wraz z grupą działaczy podziemnej “Solidarności”, Komitetu Założycielskiego “S” Huty w 1987 r. i Komitetu Strajkowego w sierpniu 1988 r.  – W tym uroczystym dniu, w imieniu całego narodu wyrażam wdzięczność wszystkim uczestnikom strajków sprzed 20 lat w Hucie Stalowa Wola – napisał w przesłaniu do uczestników obchodów prezydent Lech Kaczyński – Niezłomna i bezkompromisowa postawa oraz odwaga i ofiarność, których liczne dowody dali Państwo w tamtych dniach, przyczyniły się do odmienienia historycznego losu ojczyzny. To także dzięki Państwa zasługom Polska jest dzisiaj niepodległa, a my wszyscy, jej obywatele, możemy cieszyć się upragnioną wolnością. –